Recenzje: Literatura

Błąd odczytu dysku

Tomasz Lipko – Notebook

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Rok wydania: 2015

Ocena: 2 / 10

Notebook Tomasza Lipko reklamowany jest jako thriller 2.0. Co to w rzeczywiśtości oznacza? Trzeba sobie ściągnąć na telefon aplikację, za pomocą której można otworzyć kilkanaście linków zawierających filmiki i zdjęcia. Wartość dodana teoretycznie wzbogacająca i uzupełniająca treść książki, która miała się w ten sposób stać interaktywna (to takie modne słowo). Moim zdaniem niewiele to wnosi, ale zapewne było dodatkowym wabikiem promocyjnym. Podobno to pierwsza tego typu publikacja na świecie.

Sięgnąłem po tę pozycję, ponieważ dotyczy tematyki, w której sam się aktualnie poruszam pracując nad własną powieścią. Głównym bohaterem Notebooka jest prokurator Radosław Bolesta, który wezwany na miejsce wypadku jest świadkiem śmierci dziennikarki Dagmary Frost (czyż to nie znamienne nazwisko?) i wchodzi w posiadanie zawartości jej prywatnego notebooka. Przeglądając gigabajty danych pozostawionych przez zmarłą Bolesta nieświadomie otwiera puszkę Pandory. Nikomu nieznany urzędnik państwowy z Piotrkowa Mazowieckiego (fikcyjna miejscowość stworzona na potrzeby powieści, ale lekko wzorowana na Piotrkowie Trybunalskim) staje się obiektem zainteresowania groźnych grup przestępczych, hackerów i ABW. Nie ukrywam, że taki opis sytuacji nieco mnie zachęcił. Stwierdziłem, że warto spojrzeć na to jak bliski mi temat został rozegrany przez kogoś innego. Podobno powieść Tomasza Lipko była wielkim hitem, dostała ileś tam nominacji do rozmaitych nagród. Wydawnictwo Literackie zrobiło trzy dodruki. Do tej pory fakt, że coś ukazuje się w barwach WL był dla mnie wyznacznikiem pewnego poziomu i jakości, może nie wysokiego, ale przynajmniej przyzwoitego. Po przeczytaniu Notebooka mam poważne wątpliwości i muszę tę opinię zrewidować.

Przecieram oczy. Raz, drugi, trzeci. Oglądam okładkę. Sprawdzam. To na pewno jest Wydawnictwo Literackie? Czy kiedy podejmowano decyzję o wydaniu tej powieści właśnie tam wszyscy redaktorzy zatrudnieni w krakowskim wydawnictwie mieli zatrucie pokarmowe, a może wyjechali na urlop w dzikie zakątki Antarktydy, gdzie nie ma Wi-Fi? Czy też ktoś przyszedł z 30 kg workiem złota i zapłacił, żeby Notebook ukazał się właśnie u nich?

Sam pomysł nie wydaje się zły, ma potencjał, ale jego realizacja śmierdzi amatorszczyzną na kilometr. Fakt, że autor jest z wykształcenia prawnikiem, a z zawodu dziennikarzem świadczy tylko na jego niekorzyść i dodatkowo obniża końcową ocenę tej pozycji.

Notebook napisany jest brzydkim, topornym, momentami wręcz trącący gimbazą, językiem. Dużo tu błędów stylistycznych, nieudanych i niezrozumiałych metafor, koślawych konstrukcji i powtórzeń. Bohaterowie stworzeni przez pisarza są płascy, jednowymiarowi i zupełnie niewiarygodni. Prokurator Bolesta, który jest niespełnionym, wrażliwym romantykiem, u którego w mieszkaniu pościel czeka od pół roku na seks, a większość koleżanek Rado (czuła ksywka od przyjaciół) obcina zastanawiając się czy dobrze robią laskę, ma do pomocy dwójkę przyjaciół – policjanta Igora i księdza Bartka. Cała trójka lubi haratnąć w gałę. Fajnie, że lubią sport, bo ponoć to zdrowe (w ich przypadku mam co do tego wątpliwości chociażby z uwagi na wszechobecność alkoholu w ich życiorysach). Zainteresowanie piłką nożną owocuje opisami kilku meczy, w których przyjaciele brali udział – pojawia się całkiem pokaźna galeria epizodycznych i trzecioplanowych postaci. Szkoda tylko, że nie bardzo wiadomo po co to komu. Tak samo jak osadzenie czasu akcji w 2012 r., tuż przed rozpoczynającymi się w Warszawie piłkarskimi Mistrzostwami Europy. Obiektywnym faktem jest na pewno powiększenie objętości książki, a że wieje od tego nudą i nie ma to znaczenia dla przebiegu głównych wątków… Cóż, gdyby to był jedyny zarzut wobec Notebooka nie byłoby aż tak źle.

Tomasz Lipko Fot Grzegorz Serej / Wydawnictwo Literackie

Tomasz Lipko Fot Grzegorz Serej / Wydawnictwo Literackie

 

Tomasz Lipko śmiało sięga po nośną tematykę, która stanowi motor napędowy jego historii – dziennikarstwo śledcze, inwigilacja obywateli, kradzież i handel danymi,  szantaże, materiały obciążające najważniejsze postaci ze świecznika – polityków, wojskowych, naukowców i celebrytów. Wszystko skąpane w sosie cebulowym TOR. Autor bardzo chciał wykazać się wiedzą, znajomością nowych technologii, ale można odnieść wrażenie, że nie pisze o sprawach, o których wie, ale które mu się wydają, bo gdzieś mu mignęło, coś słyszał, ktoś mu opowiedział. Patrząc na ilość błędów, nieścisłości i przeinaczeń można przypuszczać, że nie konsultował swoich wyobrażeń z żadnym poważnym źródłem wiedzy. Często myli definicje, nie dba o wiarygodność użytych technologii, przedmiotów, sposobu ich funkcjonowania etc. Jednak błędem, który wprowadził mnie w największe osłupienie był fakt, że pomylił szkocką whisky Macallan z bourbonem (czyli amerykańską whiskey)! Nie oczekuję, że każdy, szczególnie jeśli nie przepada za tego typu alkoholem, będzie wiedział na czym polega różnica. Skoro jednak główny bohater pozwala sobie na wywody na ten temat to chyba warto, żeby sprawdzić tu i ówdzie? Zasięgnąć języka? Tutaj mamy sytuację, że Radosław Bolesta ogromnie przeżywa, że odmianę spożywanego przez niego trunku leżakowano w beczkach po bourbonie. Gdyby autor wiedział o czym pisze to wiedziałby, że nie sprawia to cudownej przemiany whisky w whiskey i dodatkowo, że nie jest to nic nadzwyczajnego. To dość powszechna praktyka, nie stanowi jakiegoś wyjątkowego sposobu trakowania rudej, ponieważ Szkoci odkupują od Amerykanów zużyte beczki po bourbonie. Macallan jest jedną z najbardziej znanych szkockich marek whisky, swego czasu 50 letnia butelka tego trunku została wylicytowana na aukcji za kosmiczne pieniądze, stając się tym samym jednym z najdroższych alkoholi na świecie. Mylenie jej z bourbonem świadczy o niewiedzy i nonszalancji autora.

W powieści bardzo obecny jest duch Stiega Larssona i Davida Lagercrantza – czuć ogromną inspirację cyklem Millenium. Nieżyjąca Dagmara Frost i jej przyjaciółka Kamila Tarasewicz to inkarnacje Lisabeth Salander. Niestety, o ile w wypadku skandynawskiego pierwowzoru mieliśmy do czynienia ze świetnie napisaną bohaterką, o tyle tutaj dostajemy dwie niewiarygodne postaci, które są przede wszystkim obiektami erotycznych fantazji prokuratora Bolesty, w jednym z przypadków w wulgarny sposób skonsumowanych.

Rozpisanie wszystkich zarzutów wobec publikacji Tomasza Lipko powiększyłoby objętość tego tekstu przynajmniej dwukrotnie. Swoim małym rozumkiem nie pojmuję, o czym wspomniałem już na początku, jak doszło do publikacji powieści w barwach Wydawnictwa Literackiego, jak to możliwe, że książka miała już trzy dodruki, jak to możliwe, że interesowali się nią zagraniczni wydawcy i miała być prezentowana na targach książki we Frankfurcie. Nie chcę sprawdzać czy do tego doszło.

Zabrzmi to może paradoksalnie, ale lektura Notebooka sprawiła mi także wiele radości. Nie żałuję tych dwóch dni przez które się z nią zmagałem. Sam męczę się ze swoją powieścią, pieszczę ją, dmucham, chucham, staram się pilnować szczegółów, żeby wszystko było na swoim miejscu, żeby wszystko się zgadzało. Naprawdę chętnie wrócę do tej analizy jeśli kiedykolwiek przyjdzie mi rozmawiać z Wydawnictwem Literackim odnośnie mojej twórczości. Będę nieskromny, ale ja piszę DUŻO, DUŻO, DUŻO LEPIEJ!