Suketu Mehta – Maximum City. Bombaj

Wydawnictwo: Namas
Rok wydania: 2011
Tłumaczenie: Marta Bręgiel-Benedyk

Dziennikarz Suketu Mehta wyemigrował w z Indii jako nastolatek. Opuścił Bombaj, by po 21 latach zastać Mumbaj. To brutalny powrót do miasta, którego metamorfoza objęła znacznie więcej niż tylko nazwę (ta została zmieniona w 1995 r. przez nacjonalistyczną partę Shiv Sena na znak odcięcia się od piętna brytyjskiego kolonializmu). Autorowi ciężko jest odnaleźć to, do czego tak bardzo przez te wszystkie lata tęsknił. Jest przerażony i rozczarowany. Czuje się tam jak obcy. Musi stawić czoła pogrążonej w chaosie metropolii, która w niczym nie przypomina tej, którą opuszczał. Chce zrozumieć fenomen miejsca, do którego codziennie przybywają setki ludzi z nadzieją na lepsze życie. Rusza w miasto, by tropić jego paradoksy, słuchać historii, które pomogą mu na nowo odkryć jego magię.

Nowy Bombaj jest mocno okaleczony przez ostatnie dwie dekady swojej historii. To konglomerat niespełnionych marzeń; odstręczający kolos, który zamiast upaść sponiewierany rozruchami, atakami terrorystycznymi i wojnami gangów wciąż się rozrasta i rozwija. Dziennikarz dociera do polityków, płatnych zabójców związanych m.in. z D-Company, mafijnym przedsiębiorstwem najsłynniejszego indyjskiego gangstera, poszukiwanego przez Interpol, Ibrahima Dawooda. Mehta obnaża ścisłe związki świata polityki, filmu i biznesu z bombajskim podziemiem. Nasuwa to skojarzenia z Gomorrą Roberto Saviano (choć ta swoją premierę miała 2 lata po Maximum City). Wydaje się jednak, że indyjski dziennikarz miał trochę łatwiej. Jego rozmówcy są otwarci, bardziej kontaktowi. Czasami można się zastanawiać czy to o czym opowiadają jest prawdziwe, czy też chcą pokazać kim chcieliby być? Suketu Mehta jest przecież z Nowego Jorku, jest dziennikarzem, pisze scenariusze filmowe. Być może trochę koloryzują, bo liczą, że będą mogli odnaleźć swoje historie na wielkim ekranie? O wspominanym Dawoodzie powstało już kilka bollywoodzkich filmów.

Mimo antagonizmów muzułmańsko-hinduskich i krwawych rozgrywek między gangami, częste są sytuacje, kiedy to wszystko przestaje mieć znaczenie. Liczy się bliźni i pomocna dłoń skierowana w jego stronę. Silnie poczucie wspólnoty przewija się przez całą lekturę książki. Weźmy chociażby społeczność zamieszkującą slumsy. To bardzo często ludzie, którzy mimo, że mają pieniądze i mogliby zamieszkać w przyzwoitych warunkach nie chcą opuszczać swojego miejsca w obawie przed utratą znajomych, przyjaciół. Więzi są ważniejsze niż stały dach nad głową czy dostęp do czystej wody.

W relacjach ze swoimi bohaterami zdarza się Mehcie przekroczyć granice, wyjść z roli kronikarza. Kiedy w jednym z nocnych klubów poznaje tancerkę Monalisę nie ukrywa swojej fascynacji. Z jednej strony opisuje ją bardzo subtelnie, z drugiej chełpi się tym, że ta się w nim podkochuje. Czytelnik może się zacząć zastanawiać czy ich relacja nie jest czymś więcej niż tylko przyjaźnią.

By ostudzić i wyciszyć rozedrgane emocje autora na końcu zabiera czytelnika w duchową podróż. Opowiada o bogatej rodzinie, która zdecydowała się na dikszę, hinduski rytuał, który ma pomóc im narodzić się na nowo. Z dnia na dzień wyzbywają się całego swojego majątku, przywdzianie skromnego stroju mnicha i życie w ascezie. Mehta nie ocenia ani nie próbuje zrozumieć tego co widzi. Stara się oddać klimat duchowego uniesienia, którego dostąpili ci ludzie. Zazdrości im, że stać ich na tak radykalne decyzje, które pomagają im odnaleźć szczęście i spełnienie.

Maximum City. Bombaj to bardzo gęsta, emocjonalna lektura. Napisana z rozmachem i wielką pasją. Mimo imponującej galerii postaci pozostawia niedosyt. To nie jest pełny obraz Bombaju. To jego przedmieścia, brudne zakamarki i wąskie uliczki. Ciemna strona miasta to przecież nie wszystko. Może słusznym posunięciem byłoby skierowanie kroków do wielkich korporacji, na bombajską giełdę. Tam pewnie także nie brakuje niesamowitych historii. Byłoby to ciekawe uzupełnienie, tego, i tak, rewelacyjnego portretu pełnego kontrastów ludzkiego mrowiska.