Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk – Pies i klecha: Tancerz

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2008

Nadchodzi druga część jednej z najbardziej obiecujących serii w polskiej literaturze pop. Pies i klecha: Tancerz Orbitowskiego i Urbaniuka odrobinę rozczarowuje, choć nadal świetnie się czyta

Przez Polskę przetacza się fala niewyjaśnionych zgonów. Pozornie wyglądają one na samobójstwa. Niezwykle dotkliwe obrażenia na ciele ofiar przeczyłyby jednak temu przypuszczeniu. Dwóch osobliwych przyjaciół – policjant Zbigniew Enka i ksiądz Andrzej Gil – podejrzewa, że za tym wszystkim stoją ciemne moce, w dodatku przy jednym z nieboszczyków znajdują fragment nieznanego do tej pory dzieła Adama Mickiewicza. Pochodzi ono z okresu fascynacji Towiańskim, mistycyzmem i zjawiskami nadprzyrodzonymi. Właściwie to jego użycie może być kluczem do potęgi i nieśmiertelności. Pies i klecha ruszają w podróż śladami wieszcza do Francji i Turcji, aby wyjaśnić zagadkę makabrycznych wydarzeń.

Cała historia dzieje się na początku lat 90. XX wieku. III Rzeczpospolita nabiera rozpędu, trwa wielka polityczna zawierucha. Kto jest, a kogo nie ma na liście Macierewicza, kiedy radzieckie wojska opuszczą terytorium RP, co znowu wymyśli prezydent Wałęsa… Nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania. O ile w pierwszej części Psa i klechy: Przeciwko wszystkim wątki polityczne miały spore znaczenie, o tyle tutaj schodzą na drugi plan i są tłem dla wydarzeń z nieco innych sfer.

Orbitowski i Urbaniuk postanowili zmierzyć się z jedną największych ikon polskiej literatury – naszym wieszczem narodowym Adamem Mickiewiczem. Dla wielu jest postacią świętą i nietykalną. Wychodzą z tej potyczki zwycięsko. Pomysł na intrygę świetnie wpisuje się w modne i nieco już wyświechtane teorie spiskowe wykorzystujące znane postaci historyczne. Parodiując konwencję, autorzy serwują czytelnikom sporą dawkę absurdalnego humoru. Jednocześnie udowadniają, że wszelkie kody da Vincich, szyfry Szekspirów czy inne teorie Einsteinów mogą się schować przy inspiracjach płynących z dziejów naszej Ojczyzny.

Zamysłem autorów było pokazanie nieco innego oblicza polskich romantyków pozbawionego piętna walki narodowowyzwoleńczej. Wspomniany Mickiewicz jest tutaj głównie poetą-wizjonerem, który walczył nie o wolność narodu, a ze swoimi demonami. Idąc dalej można by go nawet określić jako ważnego twórcę fantastyki i horroru, prekursorem tych gatunków. Tak rozumiany Tancerz jest specyficznym hołdem złożonym wieszczowi.

Nie da się jednak ukryć, że druga powieściowa odsłona przygód Enki i Gila jest nieco słabsza od poprzedniej. Przede wszystkim ze względu na objętość. Gdyby bardziej przyłożyć się do montażu fabuły, część treści po prostu usunąć, końcowy efekt byłby zdecydowanie lepszy. Nie wiedzieć czemu odnosi się wrażenie, jakby autorzy założyli, że tom musi mieć koniecznie 400 stron co owocuje niepotrzebnym rozwlekaniem niektórych wątków. Przeciwko wszystkim było książką bardziej esencjonalną i wzbogaconą galerią barwnych postaci. Tancerzowi trochę ich brakuje. Miłym wyjątkiem jest Rajmund Cnota, śląski górnik, który słyszy głosy aniołów, jest telepatą, jasnowidzem i na dodatek protestantem. Swoim szczególnym wdziękiem skrada wiele scen głównym bohaterom.

To wszystko nie zmienia faktu, że Pies i klecha jest jednym z najciekawszych zjawisk w polskiej literaturze popularnej.

Tekst został opublikowany 24 października  2008 r. w dodatku Kultura do Dziennika Polska Europa Świat