Łukasz Orbitowski, Jarosław Urbaniuk – Pies i klecha: przeciwko wszystkim

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2007

Za sprawą Psa i klechy: przeciwko wszystkim Orbitowskiego i Urbaniuka poznajemy najgłębiej skrywane, spiskowe tajemnice polskiej polityki. I świetnie się przy tym bawimy.

Opinię publiczną dręczyły ostatnio nieco natrętne pytania: Co to jest UKŁAD? Kto za tym wszystkim stoi? Odpowiedzi, generalnie rzecz biorąc, brak. Nie ma jej ani w tekstach partyjnych przemówień, ani w medialnej publicystyce. Szczęśliwie na ratunek przychodzi literatura popularna. Końcówka lat 80., PRL żałośnie chyli się ku upadkowi, z oddali czuć powiew wielkich zmian. Do rozwiązania zagadki tajemniczego zabójstwa wiejskiego wikarego angaż otrzymuje osobliwa para: milicjant Zbigniew Enka, playboy i nałogowy palacz oraz ksiądz doktor habilitowany Andrzej Gil, wybitny specjalista od egzorcyzmów, uciekający przed demonami własnej przeszłości. Bohaterowie rychło trafiają na ślad tajemniczego kultu – wieś jest we władaniu satanistycznego kultu.

A to dopiero początek dochodzenia w sprawie wielkiego spisku, który sięga swoimi mackami najwyższych szczebli władzy. Ence i Gilowi przyjdzie zmierzyć się z groźnymi mocami piekielnymi, działać wbrew prawom logiki i zdrowego rozsądku, uwierzyć w rzeczy, które podkopią ich światopogląd. Będą musieli stanąć, jak w tytule, przeciwko wszystkim.

Siłą tej powieści jest przede wszystkim oryginalny pomysł. Spółka autorska Orbitowski i Urbaniuk ma już za sobą serię publikowanych w prasie, doskonale przyjętych opowiadań z cyklu Pies i klecha  i przejście do większej formy wydawało się nieuniknione. Powstała więc licząca ponad 500 stron powieść, która nie oferuje czytelnikowi ucieczki w obce światy, ale fantastykę możliwie bliską życia.

Niezbędnym składnikiem w tej recepturze wydaje się pisarska sprawność autorów i szczególne poczucie humoru. Mamy tu zręczne, bardzo dobrze napisane dialogi i barwną galerię postaci drugoplanowych – każda z nich jest charakterystyczna i pełni ważną rolę w fabule. Komizm pojawia się w licznych politycznych aluzjach, często doprawiony szczyptą złośliwej ironii: noszenie plakietki z logiem Solidarności to przejaw bycia en vogue, zaś posiadanie zdjęcia z Wałęsą przepustką otwierającą wszystkie bramy. Wyborczy czerwiec 1989 r. oglądamy z perspektywy domu wariatów – gagów zawartych w tym epizodzie nie powstydziliby się panowie z Monty Pythona. Ekranizację przygód Psa i klechy należałoby powierzyć Andrzejowi Kondratiukowi do spółki z Markiem Piestrakiem – ze względu na charakterystyczne dla tej książki połączenie absurdu i złego gustu.

Bolączką polskiej fantastyki często bywa jej stereotypowy eskapizm i przywiązanie do literackich schematów. Nie u Orbitowskiego i Urbaniuka – tym uda ło się zachować zdrową równowagę między światem realnym a nadprzyrodzonym, nie epatują też demonizmem ani nudnymi opisami kolejnych magicznych wtajemniczeń. Wręcz przeciwnie – oddając, co konieczne, wymogom konwencji, bawią się w równej mierze w horror, co w polityczną satyrę. I pokazują, że dobra literatura popularna nie daje się w żaden sposób zaszufladkować.

Tekst został opublikowany 11 stycznia  2008 r. w dodatku Kultura do Dziennika Polska Europa Świat