Recenzje: Literatura

Droga przez mękę

Łukasz Orbitowski – Exodus

Wydawnictwo: SQN
Rok wydania: 2017

Ocena: 4 / 10

Najnowsza powieść Łukasza Orbitowskiego to historia Janka, który nagle, z bliżej nieznanego powodu, rzuca wszystko co ma, rezygnuje z dotychczasowego życia i zaczyna uciekać. Przed czym? Tego dowiedzieć się można dopiero pod koniec długiej podróży bohatera po Europie.
Została ona podzielona na kilka części, a każda z nich to inne miejsce, inne realia życia Janka. Pomiędzy nimi są przerywniki, subtelnie ozdobione słowem trach – to rozrastający się opis sytuacji będącej powodem ucieczki.
Największym problemem Exodusu jest główny bohater Janek – postać niespójna i mało wiarygodna. W retrospekcjach jawi się z jako uzależniony od matki oferma, nieporadny romantyk, a z drugiej strony wchodzący w okrutny korpoświat karierowicz. Trudno tu mówić o jakiejkolwiek przemianie, nie jest ona specjalnie odczuwalna, a quasi wrażliwość mocno kłóci się z przedmiotowym traktowaniem kobiet. Budzić się rano obok partnerki, która ochoczo będzie robić laskę – tak Janek wyobraża sobie idealny związek. Zaiste wielce to romantyczne. Być może założeniem pisarza było pokazanie konfliktu między skrajnymi postawami. Pech chciał, że nawet jeśli, zapomniał o tym napisać.

Łukasz Orbitowski Fot. Aga Krysiuk

Odwlekanie, trzymanie w tajemnicy prawdziwego powodu ucieczki Janka wcale mu nie pomaga, wręcz potęguje sztuczność bohatera. Wydarzenie tak silne i traumatyczne powinno dawać o sobie znaki znacznie dobitniej. Żadnych wyrzutów sumienia, poczucia winy – jedynie lęk przed policją i rozpoznaniem na ulicy. Jego działania, być może przez sposób przedstawienia, wydają się być pozbawione czynnika ludzkiego. Nie przypuszczam, żeby zamiarem pisarza było sportretowanie socjopaty, ale trochę tak to wygląda – Janek jest przezroczysty, niewiele możemy się dowiedzieć o tym co czuje, co go dręczy i jakie targają nim emocje.
Orbitowski naszpikował Exodus wręcz obłędną ilością niespodziewanych zbiegów okoliczności i fabularnych przeskoków, szczególnie pomiędzy kolejnymi częściami odysei Janka. Odnoszę wrażenie, że zabrakło koncepcji na sensowne połączenie wątków, etapów podróży. Bohater pracuje w obozie dla uchodźców, jest bezdomnym kloszardem handlującym narkotykami, a chwilę później pracownikiem pensjonatu w słonecznej Grecji. Jak do tego doszło? Co działo się po drodze? Nie wiadomo, ciężko się domyślić, brakuje jakichkolwiek wskazówek. Przypuszczam, że sam pisarz wiedzy tej nie posiada.
Zawsze ceniłem Łukasza Orbitowskiego za rewelacyjną umiejętność przywoływania realiów czasów minionych. Jesteśmy rówieśnikami, mamy podobne wspomnienia. Sprawiał mi wielką frajdę pisaniem o latach 80. czy 90. (Tracę ciepło, Inna dusza). W Exodusie, przynajmniej na początku, radzi sobie z tym całkiem przyzwoicie. Niestety im bliżej teraźniejszości tym gorzej. Opisując kolejne zajęcia Janka poświęca zbyt wiele uwagi szczegółom nic nie wnoszącym do przebiegu akcji. Np. we wspomnianej Grecji przez kilka stron czytam o sprzątaniu hotelu pokojowego, zmywaniu naczyń, naprawianiu gniazdek elektrycznych i wyrzucaniu śmieci. Poznaję najdrobniejsze detale dotyczące tych czynności. Problem w tym, że kompletnie nic z tego nie wynika.
Czuć także niestety brak przyzwoitej redakcji merytorycznej. Pojawia się sporo błędów rzeczowych i niedopatrzeń. Pozwolę sobie tylko napomknąć o karcie sim, na której według autora zapisane są tysiące zdjęć i filmików z telefonu. Zapewne chodziło o kartę pamięci, którą zazwyczaj mamy również w komórce. Szkoda, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Jedna z drugoplanowych bohaterek – Patrycja, cierpi na borderline – zaburzenie osobowości, które z racji często ekstremalnego przebiegu daje ogromny potencjał fabularny. Orbitowski z niego nie skorzystał. Znajoma Janka wydaje się mieć co najwyżej łagodne objawy depresji.

Łukasz Orbitowski Fot. Aga Krysiuk

Zakończenie historii mocno rozczarowuje. Rozwiązanie zagadki jest rzeczywiście bardzo przykre i mogłoby skłonić do działań jakich się podjął Janek. Zupełnie niezrozumiałym wydaje się jednak strach przed policją, listami gończymi etc.
Przeczytanie Exodusu było dla mnie nie lada wyzwaniem. Mniej więcej w połowie miałem ochotę zakończyć zmagania z lekturą. Łudziłem się – bierzesz udział w czytelniczym teście, a w finale otrzymasz w nagrodę odpowiedź na dręczące pytania z dlaczego tak to zostało napisane? na czele. Chyba tylko dzięki ogromnej sympatii do autora zrobiłem coś wbrew sobie – walczyłem z Exodusem do samego końca. Przykro, że jedyną gratyfikacją było uczucie ulgi związane z kresem czytelniczej męki. Inną duszą, dzięki której Łukasz wypłynął na wierzch pisarskiego wierzchołka, nagrodzoną m.in. Paszportem Polityki, pisarz zawiesił poprzeczkę bardzo wysoko. Nie udźwignął ciężaru oczekiwań jakie po niej powstały. Mam nadzieję, że to tylko przejściowy kryzys i kolejne dzieło Orbitowskiego pozwoli uznać Exodus za wypadek przy pracy.