Recenzje: Literatura

Taśmy prawdy

Jay Asher – 13 powodów

Tłumaczenie: Aleksandra Górska

Dom Wydawniczy REBIS

Poznań 2017

 

Tekst ten powstał w 2009 r. w czasach kiedy nie było jeszcze Netflixa i serialu Trzynaście powodów, a książka ta wylądowała na mojej półce chyba tylko dlatego, że przysłał mi ją wydawca do recenzji. Jak wygląda adaptacja prozy Ashera nie wiem i niespecjalnie chcę to sprawdzać. Dlaczego? Myślę, że odpowiedź znajduje się w tekście.

Trzynaście powodów to historia, która aspiruje do bycia dramatem psychologicznym ukazującym tragedię osoby, która decyduje targnąć się na swoje życie. Zadanie to niełatwe chociażby dlatego, że raczej trudno wczuć się w położenie i stan psychiczny przyszłego samobójcy. Chyba, że samemu miało się podobne doświadczenia (oczywiście nieudane, bo przynajmniej na dzień dzisiejszy, pisanie zza grobu jest rzeczą niemożliwą). Ambitne zamiary przegrały z grafomanią i brakiem wyczucia tematu. Wyszła z tego wyświechtana opowiastka dla rozhisteryzowanych nastolatków.

Nastolatek Clay Jensen otrzymuje paczkę. Pudełko po butach, a w nim siedem kaset magnetofonowych ponumerowanych po obu stronach. Już przy uruchomieniu pierwszej oblewa go zimny pot. Na taśmach słyszy głos Hannah, koleżanki, w której się podkochiwał. Ale to nie dlatego chłopak czuje się tak nieswojo. Kilka tygodni wcześniej dziewczyna popełniła samobójstwo. To czego słucha Clay to jej pożegnalny list – oskarżające wyznanie, w którym po kolei, w trzynastu odsłonach wskazuje kto, kiedy i dlaczego przyczynił się do jej decyzji o samobójstwie. Mamy pierwszy zgrzyt. Czy można przyjąć, że osoba pogrążona w depresji decydująca się na odebranie sobie życia myśli racjonalnie i jest na tyle przebiegła, żeby mogła w swoich przygotowaniach posunąć się aż tak daleko?

13 POWODÓW NETFLIX SERIAL JAY ASHER

Mimo bardzo pozytywnych recenzji boję się sprawdzać jak wypadła adaptacja książki Jaya Ashera

Może to i lekko naciągane skojarzenie, ale od razu pomyślałem sobie o japońskich horrorach w stylu Ring, Nieodebrane połączenie czy Shutter. Mamy zmarłą, mamy gadżet w postaci kasety, mamy trzynastu, jakże symbolicznych, winnych. Idealny materiał na mrożącą w żyłach opowiastkę. Po odsłuchaniu każdej kasety ginie kolejna ofiara Hannah, która objawia się co jakiś czas pod postacią sapiącej, bladej pani z długimi, mokrymi włosami ślizgającej się po podłogach, schodach i innych powierzchniach lokali użytkowych i zostawiającej po sobie hektolitry śluzu… Niestety. Spragnionych mocnych wrażeń muszę rozczarować. Nie ma tu duchów, nie ma zbyt wielu trupów. Ludzie z listy Hannah żyją, mają się całkiem dobrze i niewiele się z nimi dzieje poza faktem, że pojawiają się w jej wspomnieniach. W sumie to szkoda, bo gdyby to wszystko wrzucić do woka z azjatyckim horrorem, latającymi głowami i odcinanymi kończynami i zalać odpowiednią ilością juchy  to udałoby się z tego upichcić atrakcyjną makabreskę.

Na początku są błahostki. Pierwsze osoby, pierwsze przewinienia z pozoru wydają się być mało istotne. Ktoś tam plotkuje o Hannah, chłopcy mówią o niej brzydkie rzeczy. Z kimś się całowała, ale ten twierdzi, że zrobili znacznie więcej. Inny urządził plebiscyt, w którym została wybrana najlepszą dupą w klasie. Niby nic, a jednak dramat! Jay Asher stosuje tutaj efekt kuli śniegowej. Drobnostki zaczynają urastać do rangi wielkich problemów. Sytuacja robi się coraz trudniejsza. Oczywiście nikt tego nie zauważa. Hannah jest z tym wszystkim sama. Czuje się coraz bardziej odtrącona, a wynikająca z tego depresja postępuje błyskawicznie. Zaczyna myśleć o samobójstwie.

Nie sposób wejść w skórę żadnego z bohaterów. Są zbyt sztuczni i przerysowani. Clay podczas słuchania taśm dostaje spazmów, ataków histerii, wymiotuje. Reakcje te może i byłyby uzasadnione, gdyby fabuła była rzeczywiście wstrząsająca. Logika myślenia Hannah jest zbyt toporna. Z jednej strony jest przewrażliwioną i głupiutką dziewczynką, którą można skrzywdzić byle słowem czy postępkiem, a z drugiej strony jest na tyle przebiegła i odważna, że planuje samobójstwo i towarzyszącą jemu intrygę – zemstę.

Możliwe, że autorowi przyświecał jakiś wyższy cel. Nie wiem tego, bo on sam nie zmusza swoją powieścią do refleksji. Jest na tyle niemiły, że nie dzieli się też własną. Zamiast poruszającej opowieści o samobójstwie, samotności i wykluczeniu stworzył pretensjonalne czytadło dla nastolatków, które mądrość życiową czerpią z lektury Bravo i książek z serii Zmierzch.