Ian McDonald – “Rzeka Bogów”

Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2010
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz

Futurystyczna wizja Indii w Rzece Bogów Iana McDonalda odświeżająco rozgrywa motywy znane z fantastyki i cyberpunku

Mogłoby się zdawać, że miejsce takie jak Indie – z całym swoim bogactwem i kolorytem: hinduskim mistycyzmem, kulturowym tyglem, ścieraniem się tradycji z nowoczesnością – stanowi dla pisarzy fantastycznych idealny temat. Jednak tak nie jest. Literatura SF, jeśli już rozgrywa się na Ziemi,  niechętnie opuszcza Europę czy Stany Zjednoczone (wyjątek robiąc może dla Japonii) i choćby dlatego proza McDonalda wydaje się być oryginalna. Wędrówki na inne kontynenty zdarzają się temu twórcy zresztą nie po raz pierwszy: kilka lat temu wydana Chaga rozgrywa się w Afryce, a głośna Brasyl w Ameryce Południowej.

Rzeka Bogów – wielowątkowa, fascynująca podróż do Indii przyszłości – przedstawia dzieje kilkunastu postaci: polityków, naukowców, członków służb specjalnych, dziennikarzy, gangsterów i żyjących na marginesie przedstawicieli trzeciej płci. McDonald łączy ich losy w skomplikowanej intrydze, której rozwiązanie może mieć znaczenie nie tylko dla Indii, ale też dla całej ludzkości. Wszystko to, jak na tego rodzaju prozę przystało, rzucone jest na tło dynamicznych przemian politycznych i społecznych oraz nadciągającego konfliktu zbrojnego. Rzecz nie tylko w dopracowanej narracji – Rzeka Bogów jest interesująca od strony technologicznej i naukowej. Być może nie są to zbyt oryginalne pomysły, ale nabierają często nowego znaczenia osadzone na orientalnym gruncie. Mamy więc przede wszystkim wysoko rozwiniętą inżynierię genetyczną, nanotechnologię i robotykę, dzięki którym możliwe jest tworzenie braminów (nazwa najwyższej indyjskiej kasty) – ludzi doskonałych, obdarzonych wielką inteligencją, nieobciążonych zaś żadnymi chorobami. Mieć dziecko bramina to marzenie każdej rodziny, ale możliwe do zrealizowania tylko dla najbogatszych. Pisarz na nowo definiuje również trzecią płeć. To już nie hidżra, tylko neutko – zmodyfikowani ludzie, pozbawieni seksualnej tożsamości, umiejący sterować odczuciami za pomocą umieszczonych w ciele interfejsów.

W tej wizji kryje się przestroga. Pędzący jak meteor postęp techniczny łatwo może się wymknąć spod kontroli i stać się zagrożeniem dla ludzi. W Rzece Bogów wróg objawia się pod postacią wysoko rozwiniętej sztucznej inteligencji. Pozbawione uczuć i emocji samowystarczalne programy, które do swojego funkcjonowania nie potrzebują człowieka, bezwzględnie dążą do przejęcia władzy. Padają fundamentalne pytania: Czy możemy pozwolić technologii dominować nad naszym życiem? Jaki jest sens ślepej wiary w wynalazki, które rzekomo mają pomóc uczynić życie lepszym? Czy nie jest tak, że w rzeczywistości czynią nas coraz słabszymi, niezdolnymi do samodzielnego życia? Gdzie leży granica, za którą zamiast zyskiwać wolność zaczynamy ją tracić?

Literacko Rzeka Bogów plasuje się gdzieś między cyberpunkiem a klasycznym science fiction. Pojawiają się liczne tropy i nawiązania choćby do twórczości Williama Gibsona, Philipa K. Dicka czy japońskiej mangi. Gdyby indyjski przemysł filmowy zapragnął mieć w swoim dorobku dzieło na miarę Matrixa Wachowskich, to któryś z reżyserów powinien podjąć się adaptacji Rzeki Bogów. Niełatwa to rzecz w konsumpcji, ale gdy wejść na dobre w jej świat, urzeka epickim rozmachem i bogactwem autorskiej wyobraźni.