Demen – Nektyr (2017)

01.Niorum
02.Morgon
03.Korridorer
04.Illdrop
05.Mea
06.Ambur
07.Flor

Wytwórnia: Kranky

Ocena: 8/10

Najlepszym słowem, jakim opisać można płytę DemenNektyr – jest… tajemnica.
Zacznę od zdradzenia swojego sekretu. Niekiedy znajomi pytają mnie, skąd biorę nową muzykę i jak ją znajduję. Przypuszczam, że dla wielu poszukiwaczy świeżych dźwięków moja metoda jest oczywistą oczywistością i nie odkryję dla nich żadnych nowych lądów. Klucz nie jest specjalnie skomplikowany: Nektyr została wydana przez Kranky, amerykańską wytwórnię mającą w swoim katalogu tuzów z kręgu szeroko pojętej elektroniki, ambientu i post-rocka. Obecność takich artystów jak Stars Of The Lid, Loscil, Pan American, Godspeed! You Black Emperor czy wreszcie Tim Hecker (który zmienił ostatnio barwy na 4AD, ale najważniejsze płyty nagrał właśnie dla Kranky) jest wystarczającym powodem, żeby śledzić, co dzieje się w tej wytwórni.

O kryjącej się pod pseudonimem Demen Irmie Orm nie wiemy zbyt wiele. Jest Szwedką, zaprojektowała okładkę płyty blackmetalowego zespołu Knierem, a decyzja o wydaniu jej płyty zapadała po krótkiej korespondencji z wytwórnią Kranky. Artystka wysłała mailem wersje demo kilku piosenek i to wystarczyło do podpisania kontraktu. W czasach, kiedy tysiące artystów usilnie i długo pracują nad tym, żeby się przebić, taka historia brzmi nieprawdopodobnie.
Tak pobieżne informacje niewiele wnoszą, ale czy na pewno musimy znać jej korzenie, stan cywilny, liczbę rodzeństwa, wiedzieć z kim się spotyka i co lubi jeść? Tajemnica jest smaczkiem, który bez polewy informacyjnej, sprawia, że główne danie – muzyka – smakuje wybornie. Nie widzę w tym wyrachowanej strategii obliczonej na konkretny efekt.

DEMEN NEKTYR KRANKY RECENZJA

Nektyr jest jak wyprawa do bagiennego lasu. Powoli, dźwięk za dźwiękiem, wciąga do krainy, w której wciąż panuje mrok. Gdzieniegdzie, jak przez mgłę widać niewyraźne rozbłyski światła, jednak im dalej wsiąkasz, tym trudniej się wydostać. Eteryczny głos Demen, płaczącej syreny, uwodzi gdzieś z oddali. Słyszysz dzwony, lecz nie wiesz dokąd zmierzasz. Z każdym kolejnym krokiem zanurzasz się w gęstej, smolistej cieczy. Za chwilę nie będziesz w stanie się wynurzyć.

Nektyr to muzyka oszczędna, delikatna i stonowana, dryfująca gdzieś pomiędzy dark ambientem, gotykiem a dream popem. Samotny statek widmo pogodzony z tym, że nigdy nie dotrze do celu. Piękny jest w swoim smutku i zagubieniu.

Debiutancki krążek Demen przywodzi na myśl najlepsze dokonania spod znaku 4AD: słychać miłość do The Cocteau Twins czy Dead Can Dance, a ponad nimi delikatnie unosi się duch Kate Bush. Płyta ukazała się kilka miesięcy temu, ale częściej sięgam po nią właśnie teraz – idealnie komponuje się z widokiem za oknem: jesiennym, płaczącym deszczem, obumierającym światem szykującym się do długiego, mrocznego, zimowego snu.