Cixin Liu – Problem trzech ciał

Tłumaczenie: Andrzej Jankowski

Dom Wydawniczy REBIS

Poznań 2017

 

Science fiction i Azja – powiew świeżości? Niekoniecznie. Chociaż żyjemy w czasach nieograniczonego dostępu do treści, wciąż jeszcze pokutuje w nas jeszcze nieco ksenofobiczne postrzeganie azjatyckiej kultury jako nieprzystającej do zachodnich wzorców. Czy słusznie?

Weźmy chociażby Brytyjczyka Iana McDonalda (Dom Derwiszy. Dni Cyberabadu czy Rzeka Bogów), który od lat uwielbia zapuszczać się w egzotyczne rejony Indii czy Turcji. W przypadku Problemu trzech ciał mocno podkreśla się, że Cixin Liu jest rodowitym Chińczykiem czyniąc z tego atut. Takie podejście wyklucza choćby Teda Chianga, o którym zrobiło się ostatnio głośno dzięki rewelacyjnej adaptacji jego opowiadania Historia twojego życia – filmie Nowy początek Denisa Villeneuve’a. Świat science fiction zna i ceni Chianga od lat. Ktoś powie: ale on jest obywatelem USA! Ma tylko chińskie korzenie. Moglibyśmy sięgnąć też po laureata Literackiej Nagrody NoblaMo Yana. Wiem! To nie jest proza gatunkowa, ale, co jak co,  jego Kraina Wódki spokojnie mieści się w kategoriach dystopii i alternatywnych rzeczywistości.

Dla mnie większym magnesem były przyznane książce nagrody z Hugo na czele czyli jedno z najważniejszych wyróżnień w literaturze science fiction. Czy zdążyło się zdewaluować tak jak dla wielu Nobel? Kiedyś znaczyło wiele.

PROBLEM TRZECH CIAŁ CIXIN LIU RECENZJA NOKTO MEDIA NOKTOMEDIA MATEUSZ STRASZEWSKI

Ludzka cywilizacja chyli się ku upadkowi. Potrzebuje interwencji z zewnątrz, obcej siły, która dokona rewolucji i nada jej nową jakość. Problem trzech ciał to historia ludzi, którzy tworzą ruch na rzecz zmiany i przewartościowania rzeczywistości. Pomóc mają w tym kosmici – Trisolarianie. Brzmi interesująco? Owszem. Pierwsze rozdziały opisujące przebieg rewolucji kulturalnej Mao Zedonga są rewelacyjne. Scena linczu na naukowcu obwołanym wrogiem nauk marksistowskich – wręcz wbija w fotel. Liu wspaniale buduje napięcie, oddaje nastrój wzburzonego tłumu, który domaga się ofiary. Córka zabitego profesora, Ye Wenije, ma w życiu nieco więcej szczęścia. Po latach spędzonych w obozach pracy trafia do tajnego ośrodka naukowego badającego zagadnienia związane z cywilizacjami pozaziemskimi. To tutaj dochodzi do pierwszego kontaktu z cywilizacją Trisolarian.

Cixin Liu w posłowiu chwali się, że najlepiej wychodzi mu wymyślanie światów – bez oparcia w źródłach historycznych, zdając się tylko na wyobraźnię i wiedzę naukową (z wykształcenia jest inżynierem, pracuje w elektrowni). Odnoszę wrażenie, że jest wręcz przeciwnie. Potencjalnie fajny pomysł grzęźnie w miałkich, naiwnych rozwiązaniach. Gubi go brak konsekwencji autora, który wykazuje zbyt wiele swobody w przedstawianiu obcych. Z nonszalancją używa ludzkiej siatki pojęciowej czego efektem są rozmowy Trisolarian m.in. o wstędze Möbiusa, demokracji czy Drodze Mlecznej. Oni myślą i zachowują się podobnie jak Ziemianie. Kłóci się to z koncepcją, ze jest to odmienna, inaczej ukształtowana cywilizacja. Można bronić takiego zabiegu jako bardziej przystępnego dla czytelnika, jednak skoro Liu tyle miejsca poświęcił na pochwalenie się swoją wiedzą naukową (momentami opisy zjawisk i eksperymentów wręcz nużą i niewiele wnoszą do fabuły. Wiem, że to jest hard science fiction, ale można było to zrobić znacznie lepiej i ciekawiej) to mógłby przeznaczyć więcej czasu na dopracowanie wymyślonego świata. Może czegoś nie wiem, jestem zbyt niecierpliwy, autor trzyma jakiegoś asa w rękawie i w kolejnych częściach cyklu „Pamięć ziemi” okaże się, że August Ferdinand Möbius i paru innych naukowców było Trisolarianinami? Wszystko to broni się jeszcze kiedy jest ubrane w płaszczyk gry komputerowej mającej pomóc ludziom zrozumieć Trisolarian. Niestety po odsłonięciu wszystkich kart pomysł prezentuje się bardzo naiwnie.

Przywołany wcześniej Ted Chiang w Historii twojego życia doskonale poradził sobie koncepcją przybyszów z kosmosu. Jego siedmionogi ze swoim tajemniczym językiem i odmienną percepcją czasu wydają się być zdecydowanie bardziej prawdziwe i wiarygodne. A to tylko opowiadanie! Zresztą nie trzeba szukać aż tak daleko – weźmy Astronautów Stanisława Lema z 1951 r. (sic!), powieść o której po latach wypowiadał się z lekkim zażenowaniem, bo historia to naiwna i nie do końca udana. Traktować należy ją jako ciekawostkę – w końcu najlepsi jakoś muszą zacząć. U Lema naukowcy, chcąc rozszyfrować wiadomość z kosmosu, z góry założyli, że obca cywilizacja może używać języka innego niż te, którymi mówi się na Ziemi, że może postrzegać rzeczywistość w oparciu o inne struktury pojęciowe niż nasze.

Nowy Początek Denisa Villeneuve’a to udana adaptacja opowiadania Teda Chianga

 

Problem trzech ciał często gubi się w zbyt prostych, naciąganych rozwiązaniach fabularnych. Pełno jest niedopowiedzeń, dziur logicznych i konstatacji, które nie wiadomo skąd się wzięły.

Cixin Liu nie jest ani chińskim Asimovem, a Problem trzech ciał nie jest nową Diuną mimo, że takie hasła znajdziemy w blurbach, mimo, że wydawca znalazł pieniądze na takie nazwiska jak Barrack Obama i George R.R. Martin, które reklamują tę książkę. Nie pamiętam ile czytałem tekstów, w których recenzenci zaczynali mniej więcej tak: To wydawnicza sensacja m.in. dlatego, że sam Obama skusił się na lekturę tejże książki. Szkoda, że nie był to Władimir Putin albo Angela Merkel.

Mam zaskakujące postanowienie, nawet dla mnie samego, ale sięgnę po Ciemny las, drugą część cyklu Pamięć ziemi. Czy kierują mną pobudki masochistyczne? Chcę dać szansę panu Liu i albo będę żałował albo wszystko co tu napisałem odszczekam.