Utknąłem. Nie pisałem bardzo długo, bo tak  życie się ułożyło, że pisać nie mogłem. Czasem takie przerwy są potrzebne, żeby jeszcze raz wszystko sobie przemyśleć. Czasem życie przynosi takie rozwiązania, których kompletnie się nie spodziewamy. Wywołują one złość, szok i gniew. Atakują strumieniem bardzo silnych emocji, których nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji doświadczyć.

Ja coś takiego przeżyłem. Przez ostatni miesiąc. Kosztowało mnie to prawie 10 kg wagi, mimo, że z rozsądku pilnowałem tego, żeby przynajmniej dwa posiłki dziennie w siebie wmusić. To było kilka tygodni mierzenia się z bardzo trudnymi emocjami, przeżywania ich, próby zrozumienia i znalezienia przyczyny, która spowodowała, że stało się tak jak się stało. Bez alkoholu, bez środków uspokajających. Na czysto. Zarywając noce, przeżywając ogromne huśtawki nastrojów. Przeżyłem. Z głową podniesioną do góry. Mądrzejszy o kolejne ważne, bardzo trudne doświadczenie.

Miałem kryzys pisarski. Mój projekt, nad którym pracowałem od ponad roku utknął w miejscu i zupełnie nie wiedziałem jak dalej z nim ruszyć. Coraz bardziej czułem, że ta historia, którą opowiadam nie jest historią, którą chce opowiedzieć. Nie jest moja i nigdy nie była moja. Zmieniała się wielokrotnie, ale i tak zawsze było coś nie tak.

Silne emocje można przeżywać na różny sposób. Mogą one nas przytłoczyć efektem czego będzie zapadnięcie się pod ziemię, odcięcie od ludzi. Mógłbym zamknąć się we własnej skorupie i przeżywać swój smutek i żal do świata przez następny rok, a może i dłużej.

Szukałem prawdy. Nie wiem czy ją znalazłem. Nie wiem czy poznałem odpowiedzi na wszystkie pytania, które sobie przez ten czas zadawałem. Odnalazłem jednak wokół siebie mnóstwo energii – będącej we mnie i płynącej od ludzi, którzy w tej mojej walce szczerze cały czas mnie wspierają. I nawet jeśli nigdy nie zrozumiem tego co się tak naprawdę stało to wiem, że znalazłem coś co jest cenniejsze niż wspomniane odpowiedzi. Siłę. Siłę do tego, żeby wprowadzić wielkie zmiany w swoim życiu. Rzeczy, o których myślałem i marzyłem, ale zawsze wydawało mi się, że nie jestem na tyle odważny, żeby ich dokonać.

Zabrzmi to może jak jakiś komunał  z sesji motywacyjnej, ale jedno wiem na pewno, że warto trzymać się tych słów: Badź sobą, lub siebie. To jest właśnie świadectwo siły.

Postanowiłem wywrócić do góry nogami cały mój pomysł na powieść. Tak naprawdę z pierwotnego projektu pozostał tylko bohater. Miał już wiele moich cech. Teraz będzie miał ich jeszcze więcej. Nie chcę się rozstawać z nim, ale chcę opowiedzieć nim zupełnie inną historię. Moją. Taką jaka we mnie od lat siedzi, taką o jakiej zawsze myślałem. Wreszcie czuję, że dojrzałem do tego, żeby przelać ją na papier. Może pisząc ją zrozumiem jeszcze lepiej wszystkie te sytuacje, które spotkały mnie w życiu. Może ktoś kto to przeczyta podpowie mi jakie jest rozwiązanie. Nie wiem. Przekonam się. Na razie siedzę i piszę.

Buduję nową historię. Buduję MARTWY DOM